Maroko i moje pierwsze selfie ever

maroko-agadir-mini

Siedzę i pakuję nasze walizki, a że idzie mi to jak krew z nosa (nienawidzę pakowania!) to żeby się trochę oderwać zaczęłam przeglądać stary folder ‚podróże’. W styczniu 2008 roku z moją koleżanką postanowiłyśmy, że musimy ‚odstresować się od nauki’ i gdzieś wyjechać. Jednego wieczoru wykupiłyśmy wycieczkę, a już tydzień później wygodnie siedziałyśmy w samolocie. Byłyśmy młode i miałyśmy wielkie oczekiwania co do tego wyjazdu, ale w praktyce wyszło trochę inaczej:) Oto kilka wspomnień z naszej wyprawy do Maroko…

1. Przed samym wyjazdem musiałam oddać esej-zaliczenie na studiach, a że w połowie pisania dopadło mnie lenistwo to postanowiłam użyć starego jak świat polskiego triku ‚kopiuj-wklej’ i przepisałam jakąś 1/4 książki, zmieniając tylko niektóre zwroty i słowa. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy przy wypisywaniu bibliografii zorientowałam się, że autorką tej książki była…moja wykładowczyni z tego przedmiotu, więc musiałam brać się do roboty od początku… naprawdę nie warto oszukiwać:)

2. Przy odprawie okazało się, że w liniach lotniczych którymi leciałyśmy pracuje siostra naszego znajomego – kiedy nas zobaczyła jak oddawałyśmy bagaż to zmieniła nam rezerwację i leciałyśmy pierwszą klasą… juhuuuuu… !

3. Jadąc do Agadiru wyobrażałyśmy sobie, że będziemy leżeć plackiem na plaży i wygrzewać się na słońcu…ale chyba nam się coś pomyliło przy sprawdzaniu prognozy pogody bo najwyższa temperatura jaką tam zastałyśmy to 15°C.

4. Jedną z atrakcji na które się zdecydowałyśmy była przejażdżka wielbłądami. Niestety nie zdawałyśmy sobie sprawy, że aż przez tydzień później będą nas aż tak bolały tyłki!

5. Pierwszego wieczoru wyszykowałyśmy się jak przysłowiowe ‚lale’ i zeszłyśmy do hotelowego baru z nadzieją spotkania ‚miłosci naszego życia’. Bar był pełen ludzi, ale niestety były to małżeństwa w wieku 65-70 lat, więc jak się możecie domyślić z wycieczki wróciłyśmy jako singielki:)

6. Byłyśmy studentkami, więc stać nas było na najtańszą opcję wycieczki, w którą wliczone było tylko śniadanie. Ale my poradziłyśmy sobie świetnie i raczyłyśmy się Gorącymi Kubkami. Dodam tylko, że nie miałyśmy czajnika w pokoju, więc za każdym razem musiałyśmy schodzić na dół i prosić o gorącą wodę na kuchni – już po drugim dniu patrzyli się na nas na wariatki, ale co z tego? Przecież udało się nam w ten sposób zaoszczędzić!:)

7. Być w Maroko i nie zafundować sobie tatuażu z henny to jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla. Nasza pani ‚tatuażystka’ gorąco nas zapewniała, że jej dzieło będzie się trzymać 3, baaa nawet 4 tygodnie, ale chyba jej coś nie poszło w naszym przypadku, bo już po 3 dniach z owych tatuaży zostały wstrętne zacieki.

8. Myślicie, że zdjęcia selfie to moda sprzed 2-3 lat? Nic bardziej mylnego! My z Gabi znałyśmy ten trend juz wiele lat temu…zresztą zobaczcie sami!

selfie-wielblady

selfie-zdjecie

selfie-zdjecie2

moje-selfie

gabi-selfie-mina

gabi-selfie

gabi-selfie2

wielblady-wycieczka-dwa

wielblady-wycieczka

tatuaz-henna

Mam nadzieję, że i Wy macie chociaż jedną taką podróż, którą będziecie wspominać ze łzami w oczach…ze śmiechu:)

P.S. Gabi moja Kochana, ten wpis oczywiście dedykuję Tobie, mam nadzieję, że Ci się podoba bo w planach mam też napisać o naszej wycieczce życia na Gran Canarię:) God bless you xx

6 comments
  • Oj wielbłądy też pamiętałam długo ;) Rozbawiłaś mnie tym kopiuj-wklej hehe /J.

    • Hehe, no bo często się tak robiło pisząc referaty na przykład:))

  • Sylvia Fiolunka

    Też odwiedziłam Agadir chociaż wspominam to inaczej :D Ale te wielbłądy….eh ja ze swojego zsiadłam w połowie i zarzekłam się że nigdy w życiu na to zwierzę mój tyłek już nie usiądzie ;)

  • Byłam już tak blisko, ale nie dostałam do Maroko. Bałam się sama. Ale na pewno tam pojadę :)

    • Na pewno jeszcze się tam wybierzesz. Z tego co widzę, coraz więcej jest tam tanich lotów i wycieczek:))